Opowieść Pana Stanisława Bika zawierająca wspomnienia przekazów rodzinnych z czasów okupacji niemieckiej i sowieckiej.

Stanisława Bik

Po przyjeździe z Ameryki w roku 1932 mój ojciec przyjaźnił się z mieleckim Żydem Bergerem, który skupował zboże i inne płody rolne oraz handlował dolarami w sieni w mieleckim rynku. W roku 1942, a było to po żniwach, mój ojciec przywiózł do domu w Rożniatach dwie córki Żyda Bergera w wieku 8 i 10 lat i ukrywał je w swoim gospodarstwie.Po świętach Bożego Narodzenia w roku 1942 w nocy przyszedł do nas Józef Gnida – mieszkaniec Rożniat, który za okupacji niemieckiej pełnił funkcję Wójta w Gminie Gawłuszowice. Mój ojciec się z nim przyjaźnił. Byli razem w Ameryce. Był chrzestnym jego córki Danuty, która mieszkała w Rożniatach. Wójt Józef Gnida kazał ojcu zasłonić okna i pokazał list, który był wysłany do Urzędu Gminy w Gawłuszowicach, a mówiący o tym, że Andrzej Bik przechowuje dzieci żydowskie. Po przeczytaniu listu spalili go w piecu. Do rana wszyscy domownicy byli w wielkim strachu. Wczesnym rankiem ojciec udał się do brata Jana mieszkającego dwa domy dalej i ustalili co zrobić z żydowskimi dziećmi. Wujek Jan zdradził ojcu w tajemnicy, że ma w stodole kryjówkę pod słomą, gdzie ukrywają się partyzanci. Między innymi ukrywał się tam Tadeusz Kulczyński, pseudonim „Kret” – porucznik wojska polskiego, żołnierz AK. Przez całą zimę, aż do sierpnia 1943 córki żydowskie były ukrywane w stodole u Jana Bika. Po żniwach w roku 1943 mój ojciec był u Józefa Gnidy i dostał poufną wiadomość, że będzie przeprowadzana przez Gestapo w Mielcu rewizja w domach w Rożniatach, które były oskarżone o pomoc partyzantom. Wójt ostrzegł przed niebezpieczeństwem. Ojciec udał się do brata Jana i znów rozważali możliwości dalszego ukrywania żydowskich dzieci, jak również przechowywanie w stodołach partyzantów z oddziału „Stalowego” w gospodarstwach Jana Bik, Czesława Babuli, Andrzeja Bika. Zwrócili się o pomoc do dowódcy oddziału partyzanckiego AK Jana Mazura „Stalowego”, który miał swoją bazę na wyspie wiślanej „Malta” w Rożniatach. Po uzgodnieniach żydowskie dziewczyny przewieźli przez Wisłę synowie Jana Bika – Leopold i Zdzisław, którzy byli żołnierzami oddziału „Stalowego”. Jan Mazur „Stalowy” ukrywał dzieci żydowskie w miejscowości Szwagrów lub Matiaszów. Po paru dniach, które minęły po wywiezieniu dzieci za Wisłę, nad ranem pod dom Jana Bika podjechały dwa samochody. Przyjechało Gestapo z Mielca z zamiarem pacyfikacji gospodarstwa Jana Bika, Czesława Babuli i Andrzeja Bika. Okrążyli zabudowania, wypędzili z domów w koszulach trzy córki Jana Bika i położyli je na ziemi. Synowie Leopold i Zdzisław przebywali w tym czasie na wyspie „Malta”.                                                                                                         

W tym czasie drogą do Padwi podążał bryczką dwukonną z woźnicą wójt padewski Konrad, jadący do Gawłuszowic. Konrad, widząc żołnierzy niemieckich, zatrzymał się i zagaił rozmowę z oficerem niemieckim, który był jego znajomym. Oficer powiedział Konradowi, że w tych trzech domach są bandyci, partyzanci. Wójt Konrad zaczął go przekonywać, że w tych domach mieszkają ludzie przyjaźnie nastawieni do Niemców. Jan Bik był szewcem i dla całej rodziny Wójta Konrada robił buty, z sąsiadami natomiast łowił ryby i zawoził Niemcom do Padwi. Po tej rozmowie oficer niemiecki dał rozkaz zaprzestania rewizji i pacyfikacji gospodarstw . Zostali tylko przesłuchani Jan Bik, Czesław Babula i Andrzej Bik. 

Pragnę nadmienić w tym miejscu, że Wójt Padewski Konrad ocalił wielu Polaków.  Córki Żyda Bergera przeżyły okupację niemiecką. Wyjechały do Ameryki. W latach 1976-1980 przyszły dwa listy polecone na pocztę do Zadusznik. Poszukiwana w nich była rodzina Jana Bika. Zostały odesłane, gdyż Jan Bik zmarł w 1975 roku, a jego gospodarstwo zostało sprzedane. Dzieci Jana Bika i Andrzeja Bika czyniły starania, aby odnaleźć córki Bergera, ale bezskutecznie. Zarówno mój ojciec Andrzej Bik, jak i jego brat Jan Bik pomagali partyzantom w trudnych chwilach przetrwania. Moja matka co tydzień piekła chleb dla oddziału AK „Stalowego”. Mąkę na pieczywo dostarczali partyzanci.

Antoni Papież urodził się w 1896 r. w Rożniatach. Uczestniczył w I wojnie światowej. Był ochotnikiem Błękitnej Armii Polskiej gen. Józefa Hellera. Uczestniczył w wojnie z bolszewikami w 1920 r., walczył w Bitwie Warszawskiej. Po zakończeniu wojny wstąpił do Policji Państwowej. Był komendantem posterunku w Lubyczy Królewskiej (powiat Rawa Ruska). W 1923 r. założył rodzinę, żeniąc się z Marią Janiów z Zakopanego. Razem wychowywali dwóch synów: Mariana ur. w 1925 r. i Stanisława ur. w 1929 r. Żona umiera wczesną wiosną 1939 r. Antoni w pierwszych dniach września 1939 r. wyprawił synów do opiekunki zamieszkałej w Hucie Lubeckiej. Niestety był to ostatni raz kiedy widział swoich synów gdyż zostaje on aresztowany przez NKWD i trafia do obozu w Tarnopolu a następnie do obozu w Ostaszkowie. 13 kwietnia zostaje zamordowany przez NKWD w Twerze i wywieziony wiosną 1940 r. do dołów śmierci pod Miednoje. Synowie Antoniego dostają się do Lwowa, a następnie wracają do rodziny ojca, do Rożniat. Kończą szkołę podstawową w Rożniatach, a następnie szkołę zawodową w Mielcu. Marian wyjeżdża na Śląsk, a Stanisław zakłada rodzinę i pracuje w WSK Mielec.

Bik Andrzej, ur. 22 lipca 1896 r. w Rożniatach, jako syn Wojciecha i Marii z domu Gaj. Żołnierz I wojny św., ochotnik wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Zmarł 20 maja 1985 r., spoczywa na cmentarzu w Gawłuszowicach.

Bik Antoni z Rożniat, syn Wojciecha i Marii z domu Gaj, walczył jako żołnierz w I wojnie światowej, ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Bik Ferdynant z Rożniat, syn Wojciecha i Marii z domu Gaj, Żołnierz ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Bik Jan z Rożniat, syn Wojciecha i Marii z domu Gaj, walczył jako żołnierz w I wojnie światowej. Podczas działań wojennych w Karpatach dostał się do niewoli rosyjskiej i został zesłany na Syberię.

Bik Roman z Rożniat, walczył jako żołnierz w I wojnie światowej. Żołnierz ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

 

Edward Mazurek

Edward Mazurek

Syn Franciszka i Bronisławy z domu Zych, urodzony 9.07.1923 r. w Gawłuszowicach, ostatnio zamieszkały w Rożniatach. Zmarł 8.08 1989 r. w Rożniatach. Spoczywa na cmentarzu parafialnym w Gawłuszowicach, w grobowcu rodzinnym.

Były żołnierz II wojny światowej. Szedł szlakiem bojowym II Armii Wojska Polskiego. Brał udział m. in. w walkach nad Nysą i Szprawą o Berlin i doszedł do Pragi Czeskiej.

Przebieg służby wojskowej:

29.11.1944 r. zmobilizowany przez RKU Dębica i wcielony do 2 Zapas. PP
15.12.1944 wcielony do 29 Ps.2 Komp. Moździerzowej jako strzelec
W walkach na froncie brał udział do 11.05.1945 r.
10.01.1946 r. został przydzielony do Szkoły Podoficerskiej jako kursant
20.08.1946 r. przeniesiono go do 8 kompanii Strzelców (dowódca drużyny moździerzowej)
26.01.1947 r. został przeniesiony do szkoły podoficerskiej jako instruktor
4.08.1947 r. zdemobilizowany nakazem Naczelnego Dowódcy

Po przeniesieniu do rezerwy miał propozycję posady w policji, jednak nie wyraził na to zgody

Wypis z książeczki wojskowej:

Kat. wojskowa – pierwsza
Rodzaj broni – artyleria
Podoficer
Nr spec. wojskowej – 6
Nazwa spec. wojskowej – obsługa moździerzy lekkiej
Funkcja wojskowa – z-ca dowódcy plutonu
Stopień wojskowy – plutonowy

Odznaczenia:

  • medal „Za Odrę, Nysę i Bałtyk”
  • „Za udział w Walkach o Berlin”
  • „medal Zwycięstwa i Wolności”
  • brązowy medal „Zasłużony na Polu Chwały”
  • „Odznaka Grunwaldzka”
  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski

Wspomnienie Edwarda Mazurka

Na skraju lasu w okopach resztkami sił nasz oddział odpierał zbliżający się oddział niemiecki. Żołnierzy niemieckich było dość dużo i dowódca dał rozkaz wycofania się. Wszyscy zaczęli się wycofywać. Ja zostałem pod sosenką, gdzie spałem. Nie obudziły mnie odgłosy strzelaniny i wrzawy. Żołnierze niemieccy byli tuż, tuż. Przebudziłem się i pomyślałem, że już chyba ze mną koniec. Wziąłem pistolet i zacząłem „jednym ciągiem” strzelać. Niemcy zatrzymali się, wystraszeni, że napotkali linię silnego oporu, po czym zawrócili. Po wszystkim nasz dowódca dopytywał się, kto wystraszył wroga. Gdy mnie zobaczył, podbiegł do mnie, chwycił za wózek z amunicją, który prowadziłem i sam zaczął go ciągnąć. Niósł też moją broń i na koniec przyznał odznaczenie. Cały oddział, zebrany przez dowódcę oddał mi tez honory.